Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Sen o wojnie.
#1
Miałem dziś taki sen Smile
W sumie to jest pora teraz, aby spać, ale jakoś tak się obudziłem i zapisałem go sobie, bo takiego snu nie pamiętam, żebym miał Big Grin

***

Śniło mi się, że byłem w wojsku.
Była jakaś zawierucha, jakiś konflikt, tyle wiem, że byliśmy w pociągach pod ukraińską granicą, ale doszło też do jakiegoś rozłamu w naszej armii...
Była ciepła noc. Raczej lato.
Tuż nad ranem stanęliśmy przed jakąś wsiową stacyjką i na torze obok nas stanął inny pociąg, też z wojskiem.
I nagle padł strzał i zaczęliśmy strzelać do siebie. Pociąg na pociąg.
Nie miałem pod ręką żadnej broni więc padłem plackiem, bo byłem akurat na otwartej lawecie, drewnianej platformie, ukryłem się za takim niewysokim prożkiem, biegnącym wzdłuż boku lawety i tak leżałem z ryjem w piasku i kurzu na tych deskach.
Po jakiejś pół godzinie wymiana strzałów osłabła aż w końcu zamarła...
Zaczęło świtać i nikt nie wiedział o co chodzi. Czy to nasi, czy może to ruskie, czy strzelamy do tych, co się zbuntowali, czy to nasze dowództwo należy do tej zbuntowanej części...
Martwa cisza.
Zrobiło się już zupełnie jasno.
Wyszło, że ten drugi pociąg był ze 100, może 150 metrów od nas, nikt nie strzelał, ale i nikt nie plątał się po okolicy. Wszyscy leżeli i czekali
było bardzo cicho, tylko ptaszki już wróciły i ćwierkały jak wściekłe.
W końcu się trochę odprężyliśmy i nagle bum. Jakaś eksplozja. Niedaleko ode mnie.
Za chwilę następna, ale dalej, za moim pociągiem.
Ktoś mówi, że na tym drugim składzie stoi jakiś debil, pijany wojak i rzuca w nas granatami.
Skądś, tuż przy mnie znalazła się snajperka... Taka wielka, drewniana, staromodna, z popękaną optyką, ale snajperka.
Podciągnąłem ją bliżej, cały czas leżąc, wysunąłem ją przed się i ostrożnie wyjrzałem przez lipko.
Część pociągu, na której stał ten palant była znacznie dalej ode mnie, za łukiem torowiska. Po drodze, miedzy nami, były jeszcze inne tory, jakieś niskie żywopłoty... Wiecie, jak to między torami na wsi. Chociaż było w sumie tych torowisk za dużo, jak na wieś, więc może to było na przedmieściu jakimś..... bo ktoś tam mówił, że miała być tam jakaś przesiadka na węźle komunikacyjnym.
No nic, byliśmy niemal w szczerym polu, zrobiło się już zupełnie widno i gdyby nie ten pijany debil w rozchełstanym, rozpiętym mundurze, było by zupełnie spokojnie.
Nie słyszałem nic o rannych, nikt nie wołał o pomoc.
Po drugiej stronie, na tamtym pociągu też było zupełnie cicho i tylko ten debil coś tam marudził i pijacko bełkotał, ale go nie rozumiałem.
Oparłem lufę o próg lawety i wyjrzałem ostrożnie przez to lipko lunety i zobaczyłem jego głowę. Stał oparty o ścianę wagonu za lawetą i nie rzucał granatami normalnie, tak, jak rzuca się z ręki, tylko wiązał je do oczka zabezpieczającego, rozkręcał w pionie, a jak się już granat rozbujał, tak, że robił pętlę, to szarpał linką, oczko się zrywało i granat leciał na nas.
Po kolejnej eksplozji patrzę, gość leży i też zaczyna lipkować ze snajperki.
Widać, poczuł niedosyt nieskuteczności swoich działań, bo nic nie zrobił nam tymi granatami, poza tym, że ze dwa razy dostałem żwirem po głowie i plecach od rozrzutu ziemi z eksplozji.
Wtedy cicho powiedziałem do kogoś po lewej stronie (bo tam leżeli inni), żeby dali mi namiar odległości do tego dupka. Zobaczyłem go, jak wodzi lufą wzdłuż naszego składu... Powoli.
Szukał ofiary.
Usłyszałem szept: 325.. może 350 metrów... poprawiłem coś kółkiem pod lunetą, złożyłem się, zgrałem oko z krzyżykiem w lipku zobaczyłem ten łysy łeb...
Taki zwykły facet, po 50-tce, czerwony, świeżo opalony łysy łeb. nabrałem powietrza w płuca, nacisnąłem spust i dupa.. Tylko ciche klik. Suchy trzask usłyszałem. Coś tam przekląłem. Komora była pusta.
Musiałem przeładować, stąd skojarzenie, że to był jakiś stary model strzelby, bo nie dość, że drewniana, to jeszcze przeładowanie szło opornie. Wajcha w górę, do siebie, wszedł pocisk, wajcha od siebie, zamykam komorę i w dół, żeby ją domknąć.
Patrzę, widzę buty... Wiodę celownik do góry... Łysy stoi, no, trochę się chwieje i celuje ze stojącej pozycji do kogoś w jego lewo. Widziałem cały ten łysy łeb w lipku.
Usłyszałem od swojej strony ciche: TERAZ!
I pociągnąłem za spust. Szarpnęło mi solidnie lufą więc straciłem faceta z oka. Kiedy trafiłem tam lunetą... Już go nie znalazłem.
Zacząłem go szperać, bo myślałem, że spudłowałem i gość gdzieś się schował, a wtedy poczułem lekkie klepanie po plecach i ktoś powiedział, że pięknie go zdjąłem.
Zaraz potem znalazłem go. Leżał na ziemi. Właściwie to siedział. Z rozrzuconymi rekami, oparty o krzak żywopłotu, ręce po bokach, łysy łeb zwisał mu bezwładnie na lewą pierś i kałużka krwi na mundurze i strużka z czoła. Broni nie widziałem. Może upadła na lawetę.
Trafiłem go od jego prawej strony, lekko od tyłu, kula wyszła przy lewej skroni, gościa ponoć prawie zmiotło z platformy, jak mi ktoś cicho opowiadał, ale wpadł bezwładem na jakąś skrzynię obok niego stojącą i z niej zleciał na ziemię.

I znowu cisza.
Nikt nic nie woła, nikt nie strzela.
Jakiś czas później widzę, że zaczynają tam, na drugim składzie gramolić się ze swoich ukryć, moi ludzie też zaczęli się podnosić i zaczynają się normalne rozmowy, coś tam krzyczymy do siebie z tych pociągów, ale nikt już nie miał ochoty na strzelanie.
Potem wszedłem do normalnego wagonu, takiego jakby drewnianego, bez podziału na przedziały, tylko z siedzeniami jak w starych tramwajach, szerokimi ławami z drewnianych deseczek ułożonych poziomo. Część wagonu była pusta i tam, zamiast usiąść na tych ławkach, stałem przy oknie i paliłem papierosa.
Po jakimś czasie między te nasze składy kolejowe wbiegł oficer i zaraz przybiegł do mnie i zaczął się denerwować, bo nie zwracałem się do niego po stopniu, tylko per "proszę pana", tłumaczyłem mu, że jestem tuż po poborze, że z powszechnej mobilizacji i że nikt mi nic nie tłumaczył, nie douczył jak rozpoznawać stopnie wojskowe itd, itp.
I on zapytał mnie, czy to ja zastrzeliłem tamtego pajaca. Tak właśnie zapytał: pajaca.
Potwierdziłem, tłumacząc się gęsto, ale on przestał mnie słuchać, zapytał mnie o przydział, wyciągnąłem na to jakieś papierki z prawej kieszeni munduru, przejrzał je i powiedział tylko, że mam od teraz nowy przydział, ze już nie idę na pierwszą linię.
I w ogóle już się jakoś tak uspokoił, okazało się, że oba nasze składy są po tej samej stronie konfliktu, że rozłam jednak nie nastąpił i razem jedziemy na Ukrainę. tylko nie wiem, czy chodziło o tranzyt przez ten kraj, czy na niego mieliśmy najechać.
Powiedział tylko, żebym poszedł po tę snajperkę i że to będzie od dziś moja broń.
I pociągi ruszyły, nasz skręcił w lewo, widziałem jak mijamy słupy graniczne, takie zwyczajne, drewniane, wkopane w ziemię, na łące, tuż przy torze, widziałem naszego orła na skośnym, pasiastym, biało-czerwonym słupie, widziałem napis Polska i potem drugi słup, niepomalowany, drewniany pal z napisem Ukraina na niebiesko żółtym tle i tu się kończy moja opowieść...
Dziwny sen, akcja żywcem jakby z przeszłości.
Wszystko było jakieś takie stare, drewniane, jak z połowy XX wieku. Może... wcześniej?
Pamiętam, że nie bałem się, że nikt się nie bał, że wszyscy byli całkiem weseli, że wiedzieliśmy, że to szybko i gładko pójdzie. Byliśmy bardzo pewnie swego.

Dziwny sen, prawda? Big Grin
Odpowiedz
#2
wow ... przestań palić przed snem Wink
We're Colonel Johnson's Troopers
We're fighters of the Night
We're dirty sonsabitches
We'd rather fu ck than fight!
Hi-Dee, Hi-Dee, Christ Almighty,
Who in the Hell are WE?
Rim-Ram, Gawd Damn, Parachute Infantry
Odpowiedz
#3
Co te filmy robią z człowieka.........

Sam mam czasem takie sny że strzelam, czy w jakimś mundurze, ale ja nic nie biorę Tongue
Jak by nie było jest bardzo miło.............
Odpowiedz
#4
A kto powiedział, że ja biorę?
Miałem sen dość realistyczny, co mi się zdarza nader rzadko. Zwłaszcza w takiej tematyce...
Odpowiedz
#5
Stary, nie przeżywaj tak mocno 11 listopada Wink
Gałkówek - Raj dla Eksploratorów
http://www.galkowek.pl/
Zapraszam
Odpowiedz
#6
Proponuję abyś pomyślał nad dalszym ciągiem.Może być ciekawa książka.....
Powyższy post został utworzony wyłącznie ze zrecyklingowanych literek najwyższej jakości,poddanych procesowi starannej selekcji.
Odpowiedz
#7
(11-11-2012, 21:46)Domin napisał(a): Stary, nie przeżywaj tak mocno 11 listopada Wink
Przeżywam to bardziej niż inni, bo co roku, tego właśnie dnia świętuję swoje imieniny Tongue
(11-11-2012, 22:14)speed napisał(a): Proponuję abyś pomyślał nad dalszym ciągiem.Może być ciekawa książka.....
Nie będzie ciągu dalszego Wink
Chyba, że coś mi się wyśni Big Grin
Odpowiedz
#8
No to spóżnione ale wszystkiego Naj....
Powyższy post został utworzony wyłącznie ze zrecyklingowanych literek najwyższej jakości,poddanych procesowi starannej selekcji.
Odpowiedz
#9
dobry towar )))) Medal of honor pzdr
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości